Sztuka interpretacji. Zbigniew Budny - "Kamienny sens" …
Zbigniew Budny

"Kamienny sens" czy "hierofania kamienia"?
Herbert a poszukiwanie rzeczywistości w wierszu Kamyk


Jeśli gdzieś jakiś człowiek zaczyna mówić, inny powstaje, by jego słowa interpretować - formuła ta stanowi podstawę hermeneutycznego koła, które raz wprawione w ruch nie ustanie dopóty, dopóki żyć będzie choćby dwoje ludzi przynależnych do jednego (jedynego!) logosu. Naszą wdzięczność mowie, która jest źródłem poznania świata i kluczem samorozumienia, naszą wdzięczność i posłuszeństwo językowi, który jest domostwem bytu, utwierdza nasze istnienie i sam jest przez nas wzbogacany, wyrażamy na wiele sposobów. Tylko jednym z nich, choć szczególnie uprzywilejowanym, jest refleksja literaturoznawcza. W jej granicach zaś odrębne i znaczące miejsce zajmują te nurty wiedzy o literaturze, które przyznają wyjątkową wagę czynnościom interpretacyjnym. Hermeneutyka od Diltheya do Ricoeura, sztuka interpretacji od Spitzera do Staigera umieszczają akt odsłaniania ukrytych sensów tekstów pisanych w samym centrum powinności i możliwości poznawczych humanistyki. Ale przecież w każdej literaturoznawczej teorii i metodzie rozumienie i objaśnianie znaczeń konkretnych utworów stymuluje większość specjalistycznych działań badacza czy krytyka: raz jako sensotwórcze zwieńczenie procedur opisowych i analitycznych, innym razem jako fundament wszelkich ujęć syntetycznych i podstawa sądów wartościujących, jeszcze kiedy indziej jako sui generis poligon doświadczalny testujący adekwatność przyjętych założeń metodologicznych. Ostatni z tych przypadków rzadko przybiera postać manifestacyjnie wojowniczą, lecz w formie mniej lub bardziej wyrazistych dyrektyw steruje procesem każdej interpretacji. Dlatego nasze komentarze do tych samych tekstów literackich tak różnią się między sobą: już samym wyborem analizowanych utworów, ale przede wszystkim rodzajem zastosowanych narzędzi badawczych, zakresem i proweniencją przyłożonych kontekstów, charakterem wyprowadzanych wniosków natury historycznej, estetycznej, filozoficznej itd. Interpretacje z konieczności uczestniczą w rywalizacji literaturoznawczych szkół i orientacji, zawierają w sobie in nuce cały kompleks swoistych dla danego nurtu przeświadczeń teoretycznych - tak że bez specjalnego narażania się na niebezpieczeństwo pomyłki powiedzieć można: przedstaw mi swoją wykładnię przeczytanego dzieła, a powiem ci, jakiego kierunku w badaniach literackich jesteś zwolennikiem. Doprawdy, sporo trzeba by się natrudzić, aby wypowiedź hermeneuty wziąć za wywód scjentysty, analizę strukturalną potraktować jako dekonstrukcjonistyczny eksperyment, nie odróżnić teorii semiotycznej od psychoanalitycznej, praktyki marksistowskiej od postmodernistycznej itd. Taka mnogość różnorodnych - i równoprawnych! - interpretacji niejednego może przyprawić o zawrót głowy, defetystę i sceptyka może upewnić w zniechęceniu do literaturoznawstwa jako wiedzy obiektywnej i pewnej, ale jednocześnie dla innych może być nauką pluralizmu i tolerancji, ćwiczeniem w sztuce prowadzenia dyskusji w duchu poszanowania cudzych indywidualności. Do tych, którym bliższa jest druga z owych postaw, adresowana jest ta stała już odtąd rubryka w "Konińskim Kurierze Oświatowym". Czytelnicy "KKO" są w zdecydowanej większości nauczycielami, przeto ich właśnie oczekiwania powinny decydować o charakterze tekstów publikowanych w tej nowej rubryce. Tyle że nauczycielskie potrzeby wydają mi się mocno zróżnicowane. Poloniści - bo oni chyba głównie zainteresowani będą nową pozycją w piśmie - z jednej strony, jak mniemam, chętnie przeczytaliby interesujące, oryginalne, całościowe interpretacje poszczególnych utworów (ewentualnie grupy dzieł danego autora, zestawu tematycznego dzieł kilku autorów itd.) - chociażby po to, by oderwać się od monotonii opracowań stricte szkolnych. A z drugiej strony - z powodów właśnie pragmatycznych - pewnie skwapliwie skorzystaliby z nowej rubryki jako bezpośredniej pomocy dydaktycznej, prezentującej wzorcowe interpretacje utworów zalecanych w programach szkolnych i podręcznikach, oferującej konkretne scenariusze lekcji poświęconych ćwiczeniom w interpretacji, wreszcie podpowiadającej - i tego być może poloniści oczekują najbardziej - przykładowe analizy tekstów literackich realizowane według wytycznych Podstaw programowych: z uw-zględnieniem konieczności integrowania treści nauczania, łączenia edukacji polonistycznej z edukacją historyczną, filozoficzną, obywatelską, niekiedy też i plastyczną, muzyczną, ekologiczną, czytelniczą i informacyjną. I jeśli całe to spektrum możliwych nauczycielskich interpretacji skrzyżować jeszcze z równie bogatym wachlarzem potencjalnych wariacji metodologicznych - otrzymamy wcale rozległy diapazon fakultatywnych ujęć, który warto chyba utrzymać w pełnym zakresie. Zapewne każdy z czytelników w tak obfitym zestawie znajdzie coś dla siebie. Sekretarz redakcji "Konińskiego Kuriera Oświatowego" czeka na Państwa wypowiedzi.

* * *
Jako tekst inauguracyjny proponuję interpretację, która usiłuje pogodzić dwojakie, częściowo sprzeczne, interesy polonistów: ściśle belferskie i czytelniczo-krytyczne. Jej przedmiotem jest wiersz zamieszczany w wielu podręcznikach - tak dla szkół podstawowych jak i ponadpodstawowych, jednakże sposób prowadzenia wywodu i charakter formułowanych tez interpretacyjnych znacznie odbiegają od szkolnych standardów, stanowiąc wypowiedź być może przydatną na lekcjach rozwijających kompetencje literackie młodzieży licealnej, ale zasadniczo nastawioną na całościową krytyczną eksplikację bardzo znanego i często komentowanego utworu współczesnego polskiego poety. Proponowana interpretacja jest ewidentnie polemiczna wobec powszechnej praktyki krytycznoliterackiej, właściwie osiąga swój cel sytuując się jakby przeciwko, wbrew tej praktyce. Na ile przywoływane konteksty i wydobyty sens globalny wiersza potwierdzenie mają w jego strukturze głębokiej, a na ile są projekcją li tylko czytelniczego doświadczenia "romansującego" z tekstem komentatora - osądźcie Państwo sami. Bohaterem interpretacyjnego przedsięwzięcia jest słynny Kamyk Zbigniewa Herberta:
kamyk jest stworzeniem
doskonałym

równy samemu sobie
pilnujący swych granic

wypełniony dokładnie
kamiennym sensem

o zapachu który niczego nie przypomina
niczego nie płoszy nie budzi pożądania

jego zapał i chłód
są słuszne i pełne godności

czuję ciężki wyrzut
kiedy go trzymam w dłoni
i ciało jego szlachetne
przenika fałszywe ciepło

- Kamyki nie dają się oswoić
do końca będą na nas patrzeć
okiem spokojnym bardzo jasnym
Kamyk pochodzi z tomu Studium przedmiotu1 , ale po raz pierwszy ukazał się w druku rok wcześniej, w opublikowanym w "Więzi" tekście słuchowiska radiowego Rekonstrukcja poety2. W obu tych macierzystych kontekstach pełni rolę wiersza programowego. Program dotyczy poszukiwania rzeczywistości - gdyż tylko w bezrefleksyjnym i trywialnym ujęciu rzeczywistość jest czymś jak najoczywiściej danym i jak najmniej dyskusyjnym, w istocie podlega krytyce, która mówi o konstrukcjach rzeczywistości, obrazie świata. Tak Homer w Rekonstrukcji poety jak i Herbert w całej swojej twórczości z pietyzmem wpisują się w ten nurt literatury, który cel piszących upatruje w zwierciadlanym sprawozdaniu z gościńca, w oddaniu sprawiedliwości widzialnemu światu. Homer ostentacyjnie wyrzeka się epickiej z zasady idei poznawania rzeczywistości w syntezie i przeciwstawia jej niezawodność poznawczą bezpośredniego (lirycznego z natury) kontaktu z okruchami rzeczywistości. Jego sprzeciw dezawuuje sztukę wspierającą abstrakcyjne prawdy o bezwzględności przeznaczenia, o uniwersalnych koniecznościach i historycznych procesach, a hołubi poetyckie epifanie prawdy konkretu. Wyrażają ów protest programowe liryki o zredukowanej do minimum perspektywie gnoseologicznej: Próba opisu, Tamaryszek i - właśnie Kamyk. Wszystkie te wiersze Herbert włączył do swojego kolejnego tomu poetyckiego, całość opatrując znamiennym tytułem Studium przedmiotu. Wkrótce potem jednoznacznie zdefiniował swoje nowe poetyckie kredo w wypowiedziach dyskursywnych: "Sferą działalności poety (...) jest (...) rzeczywistość, uparty dialog człowieka z otaczającą go rzeczywistością konkretną"3, "Rzeczywistość ludzka, rzeczywistość kultury, rzeczywistość przedmiotów, materialna, reistyczna nawet, jest moim tworzywem"4, "Przeżyłem, jeśli nie osobiście, to na pewno jako świadek, niejedną kompromitację ideologii, załamanie się sztucznie stworzonego obrazu rzeczywistości, kapitulację wiary wobec faktów. I wtedy domena rzeczy, domena przyrody wydawała mi się punktem oparcia, a także punktem wyjścia umożliwiającym stworzenie takiego obrazu świata, który byłby zgodny z naszym doświadczeniem. Po odejściu fałszywych proroków, rzeczy, aby tak rzec, ukazywały swoją twarz niewinną, nieskalaną [sic!] kłamstwem"5. Krytycy zgodnie i z satysfakcją odnotowali to - powtarzające drogę Homera z Rekonstrukcji poety - odejście Herberta od systemowych wizji rzeczywistości, lecz wymknął się ich uwadze obronny charakter zwrotu obu artystów ku prawdzie przedmiotów: nie formułują oni uniwersalnego programu poetyckiego, a tylko dyskredytują konkretne ideologie i estetyki wypaczające rzeczywistość. Polemiczna intencja dopomina się o historyczny kontekst, który (w odniesieniu do tej właśnie kwestii) nieobecny jest w tekstach interpretatorów twórczości Herberta. Oto znamienna pod tym względem wypowiedź Dybciaka: "Stosunek do bytu jako zorganizowanej całości obejmującej wszystko co istnieje, zajmuje w światopoglądzie Herberta nie tak centralne miejsce, jak u innych współczesnych poetów (choćby Wierzyński, Iwaszkiewicz, Miłosz). Byt rozsypał się mu w zbiór przedmiotów i te go tylko interesują"6.

Wnioski interpretacyjne analogiczne do wyżej przytoczonego nie tylko wyciszają w twórczości Herberta protest przeciw konkretnej praktyce filozoficznej i literackiej, ale i z premedytacją eliminują z niej problem prawdy jako poznania całościowego. A przecież kwestia ta wciąż dręczy świadomość autora Ścieżki. W dramacie Jaskinia filozofów skarży się Platon: "Widzę świat jak w rozbitym lustrze - załamany i postrzępiony. Nie ma związku między przedmiotem a jego wyglądem, między istotą a myślą. Pragnąłbym poznać choćby najdrobniejszą rzecz dokładnie z wszystkich stron, od środka, od tego, co czuje i czym jest w oczach gwiazdy. Gdybym to wiedział o najnędzniejszym kamieniu - zbudowałbym wiedzę o sprawach ludzkich i boskich" (podkreślenie moje - Z.B.)7. Przedmiot poznać można tylko równocześnie z poznaniem ogólnych zasad bytu. Prawda jest jedna i całościowa. Oczywiście można utrzymywać, że to nie Platon, lecz dyskutujący z nim Sokrates jest autorskim porte-parole, ale wówczas o dążeniu Herberta do prawdy świadczyć będzie przestroga filozofa zostawiona uczniom: "Nauczcie się skorupy świata, zanim wyruszycie szukać jego serca"8. "Zanim wyruszycie szukać jego serca" - to zarysowanie szerokiej perspektywy dowodzi, że zalecany minimalizm poznawczy należy traktować tylko jako konieczne powściągnięcie rozgorączkowanej, rozbrykanej pasji przeniknięcia zagadek bytu, jako terapię dla umysłów udręczonych iluzorycznością ideologicznych i filozoficznych systemów, terapię, która - cytując raz jeszcze przytoczone już słowa poety - jest "punktem wyjścia umożliwiającym stworzenie (...) obrazu świata". To samo o swojej metodzie mówił Homer: "To jest dopiero początek"9. Satysfakcjonującym kresem, punktem dojścia, byłaby dopiero kontemplacja dowolnego przedmiotu we wszystkoobejmującej prawdzie, która dokonuje się w kontekście doświadczenia religijnego. Mówi o tym Maritain: "Jeśli uznamy w odrobinie mchu czy w najmniejszej mrówce wartość jej ontologicznej rzeczywistości, już nie wymkniemy się straszliwej ręce, która nas uczyniła"10. "Najmniejsza mrówka", "najdrobniejsza rzecz", "najnędzniejszy kamień" zyskują w sakralizującym oglądzie - jak zwyczajne krzesło w Studium przedmiotu - "oblicze rzeczy ostatecznych", odsyłają do podstawy wszelkiego istnienia. Według Rymkiewicza Studium przedmiotu jest poematem o "Bogu naszej epoki", "Bogu naszych filozofów i mistyków"11. W autorze Kamyka mistyk św. Jan od Krzyża z pewnością rozpoznałby "człowieka oderwanego": "Człowiek oderwany smakuje w rzeczach doczesnych według prawdy, jaka się w nich kryje, zaś człowiek przywiązany do tych rzeczy smakuje według zawartego w nich kłamstwa; (...) pierwszy pojmuje ich istotną wartość, drugi przywiązuje się tylko do ich przypadłości"12.

Przedmioty jako byty samoistne, same w sobie, może tak naprawdę Herberta mało obchodzą. Intrygują czy fascynują jedynie ze względu na swój udział w naszych życiowych doświadczeniach. "Nie bardzo interesuje mnie sam obiekt przedstawiony - powiedział poeta w jednym z wywiadów - ale przemiany ludzkiego widzenia"13. Kiedy ośrodkiem wiersza stają się "przedmioty martwe" wychwalane za doskonałe ucieleśnianie idei porządku, żartobliwa puenta sugeruje, że czynią to one "ze względów wychowawczych, aby wciąż nam wypominać naszą niestałość" (Przedmioty). Wierności uczą nas tytułowi bohaterowie Stołka i Muszli. Przedmioty z Drewnianej kostki obwieszczają naszą "wieczną niewiedzę" o istocie rzeczy, a domowe sprzęty z wiersza Żeby wywieść przedmioty skarżą się, że w spotkaniu z nami tracą własną naturę. Dopiero w ludzkiej świadomości i pamięci przedmioty przestają być "aroganckie", istnieją jako "ogrody rzeczy", walczą o swą "godność" towarzysząc nam w podróży "na krawędzi nicości" (Elegia na odejście pióra atramentu lampy). Czasem wręcz wydaje się, że przedmioty z poezji Herberta (a domysł ten niektórzy krytycy uznaliby za bluźnierstwo...) tęsknią za trwałą i wymierną postacią bytu, zdane są na łaskę człowieka (poety), który urealnia je owładnięty "wolą nadawania wymiernego kształtu" (podkreślenie moje - Z.B.)14. Ponawiane od niepamiętnych czasów akty kreacji pozwalają w artyście ocalającym wartość zagrożonych w swym istnieniu rzeczy rozpoznać inkarnację ludzkiej woli i zdolności duchowego opanowywania świata - o czym tak usilnie przekonywał Cassirer: "Sztuka (...) uczy nas uzmysławiać sobie rzeczy, a nie jedynie użytkować je lub tworzyć sobie o nich pojęcia. Sztuka daje nam bogatszy, żywszy i barwniejszy obraz rzeczywistości, a także głębszy wgląd w jej formalną strukturę"15. Myśl poety najnieoczekiwaniej umiejscawia się w pobliżu świadomości człowieka archaicznego: "Dla umysłowości pierwotnej lub archaicznej - pisze Eliade - przedmioty świata zewnętrznego (...) nie mają samoistnej war-tości wewnętrznej"16. Świadomość pierwotna była zawsze świadomością religijną: "Wytwór natury w stanie surowym, przedmiot sporządzony ręką ludzką odnajduje swą rzeczywistość, swą tożsamość jedynie poprzez uczestniczenie w rzeczywistości transcendentnej"17. Czy podobną intuicję można wyczytać w interesującym nas wierszu opisującym "wytwór natury w stanie surowym", lecz równocześnie podkreślającym jego "samoistną wartość wewnętrzną"?

Prima facie i zarazem w zasadniczym swoim znaczeniu Kamyk podejmuje Sartre'owską analizę bytu w sobie. Czytamy: kamyk jest stworzeniem | doskonałym || równy samemu sobie | pilnujący swych granic || wypełniony dokładnie | kamiennym sensem || o zapachu który niczego nie przypomina | niczego nie płoszy nie budzi pożądania". Jest więc doskonałą zbieżnością siebie z sobą, skończoną pełnią pozbawioną jakiegokolwiek braku - tak i byt w sobie Sartre'a: "Byt w sobie (...) jest masywny. (...) nie zawiera w sobie żadnej negacji. Jest on całkowitą pozytywnością. (...) Jest bez kresu sam sobą i wyczerpuje się w tym"18. Ale według autora Mdłości jest on jednocześnie jak najgłupiej tym, czym jest, jego pełnia jest jałowa i martwa, wobec świata jest zbędny, a w spotkaniu z nim byt dla siebie odczuwa dławiący niepokój i obrzydzenie. Kamyk Herberta także nie ma człowiekowi nic do przekazania i ukazuje się mu w aspekcie odmowy, lecz już nie budzi wstrętu, nie dotyka (jakże ważny to dla Sartre'a termin) boleśnie i odrażająco, jest raczej odwrotnie - to człowiek gwałci doskonałe jego przymioty: "jego zapał i chłód | są słuszne i pełne godności || czuję ciężki wyrzut | kiedy go trzymam w dłoni | i ciało jego szlachetne | przenika fałszywe ciepło". Puenta wiersza nie przynosi (czy nie oczekiwanej?) zmiany znaczeń - uwypukla jeszcze ludzką fascynację istnieniem bez szczelin i pęknięć: " - Kamyki nie dają się oswoić | do końca będą na nas patrzeć | okiem spokojnym bardzo jasnym". Ten sam - wyrosły z adoracji bytu spełnionego, nieporuszonego - tęskny ruch ponad strach i miłość ku "obojętnej pełni" opisuje Biały kamień: "głębszy niż ziemi krew | bujniejszy niż drzewo | jest biały kamień | obojętna pełnia || (...) czekaj biały kamieniu | oczy tylko zamknąć". W eseju U Dorów zaś przypomina Herbert o towarzyszącym architekturze Greków symbolicznym wzno-szeniu się kamienia do siedziby bogów19. I jeśli do lektury Kamyka przystąpimy wyposażeni w takie właśnie konteksty, wiersz ten potwierdzi aktualność najdawniejszej nawet wrażliwości religijnej. Oto fragment tekstu Eliadego, który mógłby być interpretacją Kamyka: "Wystarczy (...) przeanalizować różne walory religijne przypisywane kamieniom, aby zrozumieć, co właśnie kamienie jako hierofanie mogą ukazać człowiekowi: kamienie objawiają siłę, odporność, trwałość. Hierofania kamienia jest par excellence ontofanią: kamień przede wszystkim jest, pozostaje zawsze taki sam, nie zmienia się i frapuje człowieka tym, co ma w sobie nieredukowalnego i absolutnego, a czyniąc to - odsłania przez analogię nieredukowalność i absolutność bytu. Uchwycony dzięki doświadczeniu religijnemu modus istnienia właściwy kamieniowi odsłania człowiekowi to, co jest istnieniem absolutnym, pozaczasowym, odpornym na stawanie się"20.

Jeśli zakotwiczona w tradycji hierofania kamienia przybiera w ostatnim wersie utworu postać ontofanii kamyka (do końca patrzącego na nas "okiem spokojnym bardzo jasnym" - czyż nie "okiem w trójkąt wprawionym i na świat patrzącym"? wyrokującym - jak w wierszu Do rzeki - "w świętym trójkącie początku i końca"?), dzieje się tak dlatego, że podmiot wierszy Herberta dramatycznie poszukuje zdeponowanej w istnieniu poszczególnym potęgi i konieczności istnienia absolutnego. Prześladowany jest bowiem przez obsesję nierealności, często doświadcza grozy życia w świecie "zamiast", w którym wszystko jest "nie to" i "nie tak", z którego jakby wycofał się byt. Zapytuje Kołakowski: "Czy jest w ludzkim umyśle jakiś osobny pęd zniewalający nas do podejrzewania, iż prawdziwie realny świat ukryty jest pod dotykalną powierzchnią?"21. Ów pęd nazywa dalej Kołakowski "instynktem nieufnym" i orzeka o nim, że zniewala do pogoni za Absolutem, która "jest wyrazem ludzkiego niepokoju wobec doświadczenia nierealności świata"22. Pytanie o rzeczywistość, jeśli już się pojawi, w najgłębszej swojej istocie jest pytaniem religijnym, o czym zapewnia Eliade: "To co święte, jest silne, potężne, bo jest rzeczywiste, skuteczne i trwałe. Przeciwstawienie święte-nieświęte przybiera często postać przeciwstawienia między tym, co rzeczywiste, a tym, co nierzeczywiste lub pseudorzeczywiste"23. Herbert pułapki pseudorzeczywistości widzi i omija, ale tym samym zbliża się niepostrzeżenie ku postawie religijnej. Nie przyjmuje - jak Kartezjusz - idei Boga jako jedynego gwaranta realności wszystkiego, co jest (nie buduje przecież dedukcyjnego systemu filozoficznego), ale poszukiwania swoje doprowadza do miejsca, w którym aktualna staje się - wieńcząca dociekania równie rozpaczliwe jak jego własne - konkluzja Jaspersa: "Rzeczywistość cofa się przed nami, aż wreszcie natrafiamy na nią w transcendencji"24. Z całą pewnością obcy jest mu Bóg mistyków, jeśli poruszeni nieziemskim natchnieniem odczuwają oni niesmak do rzeczywistości, ale może przystałby na koncepcję Boga Whiteheada, w której Bóg - wedle relacji Tatarkiewicza - "jest siłą, która z wielu możliwości wybiera rzeczywistość"25.

PRZYPISY

1 Z. Herbert, Studium przedmiotu. Warszawa 1961. Wyd. III poprawione: Wrocław 1996, s. 59.
2 Z. Herbert, Rekonstrukcja poety. "Więź" 1960, nr 11-12. Przedruk w: Z. Herbert, Dramaty. Warszawa 1970.
3 Poeta wobec współczesności. "Odra" 1972, nr 11, s. 49.
4 Za nami przepaść historii. Rozmowa ze Zbigniewem Herbertem. W: Z. Taranienko, Rozmowy z pisarzami. Warszawa 1986, s. 425. Pierwodruk: Za nami przepaść historii. Ze Zbigniewem Herbertem rozmawia Zbigniew Taranienko. "Argumenty" 1971, nr 48.
5 Rozmowa o pisaniu wierszy. Wstęp do: Z. Herbert, Poezje wybrane. Warszawa 1973, s. 16.
6 K. Dybciak, W poszukiwaniu istoty i utraconych wartości. W: Gry i katastrofy. Warszawa 1980, s. 153.
7 Z. Herbert, Jaskinia filozofów. W: Dramaty, s. 28.
8 Ibidem.
9 Herbert, Rekonstrukcja poety. W: Dramaty, s. 69.
10 Cyt. za: E.L. Mascall, Istnienie i analogia. Przełożyła J.W. Zielińska. Warszawa 1961, s. 12.
11 J.M. Rymkiewicz, Zbigniew Herbert: "Studium przedmiotu". W zbiorze: Liryka polska. Interpretacje. Pod red. J. Prokopa i J. Sławińskiego. Kraków 1971, s. 497.
12 Cyt. za: T. Merton, Szukanie Boga. Przekład zbiorowy. Kraków 1988, s. 60.
13 Za nami przepaść historii, s. 429.
14 Ibidem.
15 E. Cassirer, Esej o człowieku. Wstęp do filozofii kultury. Przełożyła A. Staniewska. Przedmową poprzedził B. Suchodolski. Warszawa 1977, s. 319.
16 M. Eliade, Sacrum, mit, historia. Wybór esejów. Przełożyła A. Tatarkiewicz. Wybrał i wstępem opatrzył M. Czerwiński. Warszawa 1974, s. 44.
17 Ibidem, s. 45.
18 J.P. Sartre, L'Etre et le Néant. Przełożył K. Pomian. W zbiorze: Filozofia egzystencjalna. Wyboru dokonali oraz wstępami opatrzyli L. Kołakowski i K. Pomian. Warszawa 1965, s. 338.
19 Z. Herbert, Barbarzyńca w ogrodzie. Lublin 1991, s. 31.
20 Eliade, op. cit., s. 154-155.
21 L. Kołakowski, Horror metaphysicus. Warszawa 1990, s.21.
22 Ibidem, s. 67.
23 Eliade, op. cit., s. 166-167.
24 K. Jaspers, Filozofia egzystencji. Wybór pism. Przełożyły D. Lachowska i A. Wołkiewicz. Wyboru dokonał S. Tyrowicz. Wstępem poprzedził H. Saner. Posłowiem opatrzyła D. Lachowska. Warszawa 1990, s. 140.
25 W. Tatarkiewicz, Historia filozofii. Warszawa 1983, t. 3, s. 325-326.